Moi żydowscy rodzice, Moi polscy rodzice
Urodziłem się w białostockim getcie około 1940 roku. Tylko tyle o sobie wiem. Przez wiele lat próbowałem dowiedzieć się, kim jestem. Nie natrafiłem na żaden ślad
Mama mnie nauczyła, żebym nie patrzył ludziom prosto w twarz. Po latach dowiedziałem się, że szmalcownicy rozpoznawali Żydów po oczach
Miałem około roku, gdy w 1941 r. moja polska mama Marianna Siwińska zabrała mnie z getta. Przez kilka lat wychowywała mnie wspólnie z Władysławem Wielesikiem, którego nazywała moim chrzestnym ojcem. Potem ich drogi się rozeszły. Była dla mnie prawdziwą matką i kochała jak własnego syna. Ciężko pracowała, żeby nas utrzymać. Żyliśmy biednie, matka zabierała do pracy suchy chleb, żebym ja mógł jeść kromki z masłem. Była mądrą i dobrą kobietą. A ja nie potrafiłem tego docenić — uciekałem z domu, nie chciałem się uczyć. Gdy miałem 13 lat, poszedłem do pracy. Zaległości w nauce nadrobiłem, gdy już miałem żonę i dzieci. Różniłem się wyglądem od innych. Miałem czarne oczy i włosy, śmiano się, że jestem czarniejszy od kruka. Dzieciaki krzyczały za mną na podwórku — Żyd. Mama poskarżyła się ich rodzicom i więcej mi już nie dokuczano. Domyślałem się, że jestem przybranym synem, ale nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Gdy byłem dzieckiem, nie interesowałem się tym, gdy dorosłem, liczyłem, że matka sama powie mi prawdę. Mijały lata, byłem zajęty pracą, nauką, rodziną i sprawa mojego pochodzenia zeszła na dalszy plan. Poukładałem sobie życie, ale nie dawała mi spokoju myśl — kim naprawdę jestem? Przybrany ojciec, który razem z matką przyniósł mnie z getta, już nie żył. Zacząłem więc wypytywać rodzinę i sąsiadów. Dowiedziałem się tylko, że zabrano mnie z getta, matka miała w domu doku menty zapisane hebrajskim alfabetem, ale spaliła je w 1968 roku. Pod koniec życia mama zachorowała. Nie chciała jeść, bałem się, że zagłodzi się na śmierć. Prosiłem ją, namawiałem, krzyczałem nawet. Raz, gdy podniosłem na nią głos, powiedziała: „Czemu tak na mnie wrzeszczysz, czemu mnie tak nienawidzisz? Gdyby nie ja, to by cię Niemiec dawno zadusił”.
Zbigniew Siwiński
Ukończył Wyższą Szkołę Inżynierską w Białymstoku, pracował w budownictwie. Jest członkiem Stowarzyszenia „Dzieci Holocaustu” w Polsce oraz bohaterem filmu dokumentalnego pt. „Ja, bezimienny” Ma córkę i trzy wnuczki.
Rodzice
Marianna
Siwińska
(1906–1994)
Nie urodziła dziecka, ale była wspaniałą matką.
Władysław
Wielesik
(1907–1985)
Nazywał mnie swoim wychowankiem, ale pozwalał nazywać się tatą. Pozostał nim nawet gdy założył nową rodzinę.